
Najpierw był windsurfing, potem kite, a teraz widać ich wszędzie: ludzie z ręcznym żaglem w dłoni, którzy suną po wodzie i w pewnym momencie nawet unoszą się w powietrze. Wingfoiling to sport, który stał się trendem ostatnich lat, a płytkie akweny Morza Bałtyckiego są jak stworzone do nauki. Pokazujemy Ci, jak wygląda początek.
Dlaczego akurat teraz wszyscy przesiadają się na wing

Urok tkwi w prostocie sprzętu. Trzymasz w dłoniach napompowany wing, i nie ma większego połączenia między Tobą a żaglem. Bez masztu, bez rurek, bez linek, które się plączą. Ten sprzęt mieści się w plecaku, a na plaży potrzebujesz mniej miejsca niż przy kite.
Do tego dochodzi praktyczna zaleta: wing działa w szerokim oknie wiatrowym. Wypływasz więc w dni, w które inni jeszcze czekają na plaży na więcej wiatru. Właśnie to sprawia, że ten sport jest tak popularny.
Pierwsze sesje, krok po kroku
Początek jest zaskakująco przystępny. Najpierw uczysz się trzymać wing na lądzie i czuć jego siłę. Potem wchodzisz na dużą, stabilną deskę i ćwiczysz jazdę na stojąco, jeszcze całkiem bez foila. Dopiero gdy to opanujesz, przychodzi ekscytująca część: anfoiling, ten moment, w którym deska unosi się z wody, a Ty zaczynasz bezgłośnie szybować. Do tego momentu potrzeba trochę cierpliwości, ale poczucie równowagi przychodzi szybciej, niż myślisz.
Czego potrzebujesz na start

Do nauki najlepiej wypożyczyć na początek wszystko. Duża deska z dużą wypornością wybacza chwiania, wing około pięciu metrów kwadratowych pasuje większości przy średnim wietrze, a łagodny foil z dużym wyporem ułatwia latanie. Kask i kamizelka ochronna są nieodłączne, bo skrzydło foila pod wodą jest ostre.
Wingfoiling jest przyjemnością właśnie wtedy, gdy podchodzisz do niego spokojnie. Poszukaj płytkiej, osłoniętej wody, równego dnia i dużej deski, a moment „aha” pojawi się niemal sam. Na Morzu Bałtyckim są ku temu idealne akweny, a w szkole wingfoilingu nad akwenem szybko opanujesz pierwsze kroki.
